Kobieta na schodach - Bernhard Schlink

maja 24, 2017


Autor "Kobiety na schodach" może być już niektórym z was dobrze znany, ponieważ napisał on "Lektora". Jeśli nie znacie tej książki, to z pewnością mieliście okazję zobaczyć rewelacyjną ekranizację. A jeśli nie, to koniecznie musicie to nadrobić. Tymczasem zapraszam was na intrygującą "Kobietę na schodach", która wywołała u mnie sporo bardzo różnych emocji i po jej przeczytaniu długo zastanawiałam się, co tak właściwie o niej napisać. Tak więc jeśli ta recenzja będzie zbiorem różnych myśli, wybaczcie, ale ta książka nie należy do najłatwiejszych.

Niemiecki prawnik wiódł do tej pory życie spokojne, uporządkowane, bez niespodzianek... jednak zmienia się to w chwili, gdy w jednym z muzeów widzi obraz kobiety. Nie jest to jednak zwyczajny obraz, ponieważ był on uznawany za zaginiony. Na obrazie znajduje się kobieta na schodach. To Irene, która zawróciła w głowach wielu mężczyznom. Sam prawnik był gotowy poświęcić dla tej kobiety wszystko, jednak wkrótce ona znika z jego życia. Pewnego dnia spotykają się we czworo. Każdy z nich chce odzyskać coś cennego, co utracili w przeszłości. Jednak tylko jeden chce odzyskać Irene. Innym nie zależy aż tak na samej kobiecie, bardziej chętni są aby odzyskać obraz.

Obraz przedstawiający kobietę na schodach, czyli Irene to z pewnością nie jest obraz zwyczajny. To obraz nad którym ciąży klątwa. Z czasem pojawiają się na nim podpalenia, przetarcia i inne zniszczenia wymagające naprawy. Obraz kobiety schodzącej po schodach można interpretować w różne sposoby. Jedni uważają, że symbolizuje opuszczanie starego życia i wchodzenie w nowy rozdział życiowy.

Skoro mowa o kobiecie z obrazu, czyli Irene... była to początkowo niezwykle irytująca bohaterka. To jedna z tych pewnych siebie kobiet, atrakcyjnych, które wykorzystują swój wygląd i pewność siebie w miłości. Mężczyźni w tej książce wydawali mi się nadzwyczaj naiwni. Nawet gdy Irene nie dawała im znaku o tym, że darzy ich uczuciem, oni dopowiadali to sobie, mieli bardzo bujną wyobraźnię, a ostatecznie mogli czuć się oszukani przez nią. Przez kobietę, która nie powiedziała im wprost o swoich uczuciach, aby ich nie ranić, nie potwierdzała ich, ani też nie odmawiała.

"Kiedy na ciebie patrzę, odnajduję w twojej twarzy to, co o tobie wiem, i to, czego jeszcze nie wiem, i składam to do kupy. I za każdym razem znam cię lepiej. I za każdym razem kocham cię bardziej."

Początkowo zastanawiałam się, o czym jest ta książka, do jakiej grupy ją podporządkować. Pierwsza połowa była dla mnie dość ciężka, przez to, że nie rozumiałam zachowań bohaterów i było dla mnie nieracjonalne. A jednak, w pewnym momencie wszystko zaczęło układać się w jedną całość. Zagadkowa Irene okazała się być mniej tajemnicza, a jej zachowanie okazało się mieć wytłumaczenie. Podobało mi się również to, w jaki sposób zakończyła się ta historia. Koniec tej książki wzrusza... bo ostatecznie grono adoratorów się zawęża i prawdziwą miłością Irene darzy tylko jeden mężczyzna, tylko jemu na niej zależy, nawet w zaistniałych okolicznościach. Oczywiście tego, jakie to okoliczności - już wam nie zdradzę. Ta historia jednak pokazuje doskonale to, jakie jest życie. Jak zmienne może być, jak wiele bólu może nam przynieść, ale ostatecznie także bliskości i szczęścia, jeśli tylko się na to odważymy.

"Kobieta na schodach" nie jest prostą i dosłowną książką. Nad jej przesłaniem trzeba się zastanowić, wczuć w życie bohaterów. To opowieść o życiu, o tym, że nie zawsze jest łatwe, czy też przyjemne. Opowieść o bliskości, odchodzeniu, utracie kogoś ważnego dla nas. To historia życia, a jak wiadomo, każdy z nas pisze własną historię, własnego życia, na podstawie wyborów, doświadczeń i tego, czy jesteśmy na tyle odważni, aby coś w naszym życiu zmienić. Jeśli chcecie odkryć historię życia kobiety z obrazu, jeśli inspirują was takie historie, koniecznie musicie po nią sięgnąć.

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Rebis.

https://www.rebis.com.pl/

You Might Also Like

0 komentarze