9 mar 2017

Wygrałam wspomnienia i wiele więcej.


Ostatnio znowu dopisało mi szczęście. Nie ukrywam tego, że często biorę udział w konkursach. W końcu po coś są one tworzone. Aby ktoś mógł wygrać. Tak więc korzystam, zgłaszam się, próbuję moich sił. Muszę się wam pochwalić, że zdarza mi się wygrać. Radość jest ogromna. W szczególności, gdy wygrywa się coś, co lubimy. To zawsze cieszy, zapewniam. Dzięki moim zgłoszeniom mam kilka rzeczy, których pewnie bym nie zdobyła.

Ja zwykle zgłaszam się do konkursów z książkami, kosmetykami i przydatnymi rzeczami - to coś, co zawsze fajnie mieć. Nawet jeśli mamy tego mnóstwo. Powiedzmy sobie szczerze. Fajnie jest wygrać. Ostatnio zgłosiłam się do instagramowego konkursu snapbook.pl. Wygrało więcej osób, chyba 10. Każda z nich wygrała coś innego. Jedni wywołane zdjęcia niczym z polaroida, inni zwyczajne. Ja wygrałam album. Wyobrażacie sobie? Mnie bardzo ucieszyła ta wiadomość.

 
Album, do którego mogłam wybrać sobie 50 cudownych zdjęć. Wybrałam w niedzielę. W czwartek były już u mnie. Radości nie było końca. Tyle wspomnień i cudownych chwil w albumie. Nie muszę kompletować pojedynczych zdjęć. Tutaj wszystko jest już gotowe, profesjonalnie połączone i przede wszystkim moje. Moja fotoksiążka. Coś, co pragnęłam mieć już od dawna i w końcu się udało.

Poniżej możecie zobaczyć jeszcze książkę, którą ostatnio wygrałam, a także 3 poduszki, które udało mi się zdobyć w grudniu. Tym razem nie odbyło się to drogą losowania. Moim zadaniem było wymyślenie nazwy dla tej kolekcji poduszek. Moja nazwa na tyle spodobała się organizatorom, że wygrałam te cuda. Zgłosiłam się oczywiście ze względu na pandę i to godzinę przed zakończeniem konkursu. 

Żeby wygrać trzeba grać. Polecam wam próbować. Szukać. No i przede wszystkim nie zniechęcać się. Czasami zgłosimy się do 50 konkursów, a nie wygramy żadnego. Czasami zgłosimy się do 4, a wygramy 2. Los bywa zaskakujący i może tym razem szczęście uśmiechnie się właśnie do ciebie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz