November 9 - Colleen Hoover


Dawno nie widzieliście tutaj żadnej recenzji i spieszę wam z wytłumaczeniem - dopadł mnie mały kryzys czytelniczy. Jednak w rok 2017 wkroczyłam w świetnej formie i mam już pierwszą przeczytaną książkę za sobą. "November 9" to mój prezent gwiazdkowy, dzięki dzisiejszej recenzji będziecie mogli przekonać się, czy był on udany!


9 listopada to data bardzo ważna dla Fallon i Bena - głównych bohaterów tej książki. To data w której najpierw rujnuje się życie bohaterów, gdy jeszcze się nie znają, a następnie 2 lata później łączy ich ze sobą. Ben i Fallon spotykają się przypadkiem, właśnie w tytułowy dzień i właśnie wtedy rozpoczyna się ich wspólna historia. 9 listopada to dzień dziwny dla nich, ponieważ z jednej strony jest to dzień tragedii, która wydarzyła się 2 lata temu, a z drugiej to dzień ich poznania, więc nabiera dla nich nowego znaczenia.

Fallon to dziewczyna która miała przed sobą karierę aktorską, jednak jej plany runęły w gruzach, gdy w wieku 16 lat omal nie zginęła w pożarze, który odebrał jej szansę na robienie kariery. Wtedy Fallon doznała rozległych poparzeń, a widoczne blizny pozostały jej do dziś. Dziewczyna z powodu obrażeń na ciele stała się niepewna siebie, od tamtej pory nie mogła również liczyć na rozwój kariery aktorskiej, uważano ją za gorszą. Ben żyje z ogromnym poczuciem winy, który od dłuższego czasu nie żyje pełnią życia, tylko egzystuje. Nosi w sobie blizny, które umiejętnie ukrywa w towarzystwie bliskich mu osób, ale on sam nie potrafi zapomnieć. 

Spotkanie Bena i Fallon odmienia ich życie. Na początku to może wydawać się nierealne, niemożliwe, jest jednak początkiem czegoś wspaniałego. Ja z łatwością dałam się wprowadzić w ich świat i gdy poznałam bliżej świetnie wykreowanych przez autorkę bohaterów, wcale nie miałam problemu z tą nierealnością. Od samego początku związek między Fallon i Benem hipnotyzuje nas i uzależnia, odkrywamy historię pełną wzruszeń i emocji...  
"Ciało to po prostu opakowanie dla skarbów, które skrywamy wewnątrz siebie. A Ty jesteś pełna skarbów. Bezinteresowności, życzliwości, współczucia. Tego, co naprawdę się liczy. Młodość i piękno przemijają. Dobroć - nie."

Niektórzy mogą zarzucić tej powieści schematyczność. Mnie dość często drażni to, że niektóre książki są praktycznie takie same, że gdzieś to już widziałam... ale tutaj tak spodobał mi się ten schemat, że czytanie było dla mnie przyjemnością, a główni bohaterowie uzależnili mnie od siebie. Rzadko się zdarza, aby dwoje bohaterów aż tak mi się spodobało. Ben - początkujący pisarz, który od samego początku wydawał mi się być bardzo sympatyczny, inni niż wszyscy chłopcy w jego wieku. Chłopak, dla którego większe znaczenie miała dusza Fallon i to, jaką jest osobą, niż to, że ma blizny, że jest bardzo niepewna. Fallon, dziewczyna której marzenia legły w gruzach, ale mimo to chce o nie walczyć. Właściwie to dzięki Benowi Fallon zyskuje na pewności siebie i chce piąć się coraz wyżej. 

Od razu muszę zaznaczyć, że nie często sięgam po gatunek jakim jest new adult, a z tą autorką wcześniej się nie spotkałam, więc był to mój pierwszy raz. Jako że nie przepadam za młodzieżówkami, moje zdziwienie na to, jak bardzo spodobała mi się ta książka, było ogromne. Podejrzewałam, że będzie dobra, bo wiele osób ją chwaliło, ale nie spodziewałam się, że przypadnie mi do gustu aż tak. Miałam chęć czytać jej jak najwięcej, ale z drugiej strony przerażała mnie perspektywa, że ta książka się skończy i będę musiała się z nią rozstać. Polecam każdemu, nawet tym, którzy na co dzień nie przepadają za tym gatunkiem, ta historia naprawdę uzależnia już od pierwszych stron, jest cudowna i warta poznania. Z wielką chęcią przyznaję jej najwyższą ocenę.

Komentarze

Obserwatorzy